Wychowywanie dzieci to przygoda

 
Dzieci - małe istoty które biegają, krzyczą i generalnie robią dużo bałaganu i dużo hałasu. Mimo to chcesz je ściskać, tulić i całować.
 
Matka/ Ojciec - człowiek, który powinien panować nad dziećmi. Być przewodnikiem, ostoją spokoju, miłości i bezpieczeństwa. W rzeczywistości ktoś, kto stara się nie zwariować, bez przerwy powtarza te same prośby i polecenia,a kiedy nic nie działa:
wariant A) krzyczy (raczej nie wskazane)
wariant B) bije (zdecydowanie zakazane)
wariant C) zostaje Godzillą (Przeczytałam kiedyś, że frustracje można wyładować wysiłkiem fizycznym, wymawiając wiele wyrazów z literą "R", śmiechem.... tak powstała moja autorska metoda "Matka Godzilla"- biegam zgarbiona po domu, robię "wrrry!" i łaskoczę dzieci)
wariant D) puszcza głośno muzykę i tańczy, aż się zmęczę (opcja gdy masz dużo czasu)
 
Rzeczywistość:
-Proszę posprzątajcie w pokoju, za pół godziny będzie kolacja!
-Dobrze Mamo! - moje dzieci
Zaglądam po 10 minutach i w pokoju jest taki sam bałagan.
Ponownie proszę.
Po kolejnych 10 minutach zaglądam i znów nic.
Poddenerwowana proszę kolejny raz.
Kolacja na stole,a w pokoju bez zmian.
Jestem zła...
Pochylam się, ręce unoszę do góry, wydaję nieartykułowane głoski ( "wrrrrrr" i "rrr") i gonie moje dzieci po całym domu, a jak któreś dopadnę "powalam" na podłogę i łaskoczę, aż zacznie "błagać o litość". 
W końcu razem szybko sprzątamy i lecimy na kolację.
 
Przypuszczam, że gdybym pozwoliła by moje dzieci przez cały dzień mogły biegać po świeżym powietrzu, jeść to co w lesie, ogrodzie i sadzie wyrosło, bawić się patykami, kamykami i kwiatkami byłyby o wiele bardziej szczęśliwe, zdrowsze i mniej humorzaste.
Niestety mieszkamy w mieście. Przed domem mamy dość ruchliwą ulicę, a na plac zabaw same nie mogą jeszcze chodzić bo są za małe więc są "skazane" na zabawę w domu, w swoim gronie lub z nami-rodzicami. Oczywiście na dwór też wychodzimy ale... jest to skomplikowane w miesiącach jesienno-zimowych  (mam na myśli brak śniegu i sezon chorobowy)
 
Oczywiście najprościej włączyć dziecku telewizor lub bajkę na komputerze - choć i taka rozrywka jest od czasu do czasu potrzebna.
 
Jednak najfajniejszą opcją jest robienie czegoś  razem. Wspólne pieczenie ciastek, sprzątanie (mycie drzwi, odkurzanie, wieszanie prania), segregowanie zabawek. Wspólny taniec, zabawa w chowanego czy ganianego. Wspólne czytanie książek (wyprawa do biblioteki) albo budowanie z kloców. Gry planszowe, puzzle albo lepienie z plasteliny. Rysowanie, malowanie lub kolorowanie. Zabawy kreatywne - zabawa w dom, zabawa w przedszkole, sklep, lekarza. Robienie dekoracji do domu adekwatnych do pory roku. Wspólne ćwiczenia lub aktywność na świeżym powietrzu - rolki, rower, hulajnoga, łyżwy, narty albo zwykły spacer połączony ze zbieraniem skarbów (kamyków, szyszek, liści, kasztanów, muszelek itp). 
 
Czasem niestety cokolwiek zaproponuje wszystko jest na "nie" wtedy ostatnią deską ratunku jest przytulanie.
Brzmi niepozornie ale ma "magiczną moc". Na moich dzieciach sprawdza się doskonale NAWET, kiedy w pierwszym odruchu wyrywają się i są na "nie", to po chwili odpuszczają i w objęciach uspokajają się.
 
Przy trójce dzieci wystarczy by jedno miało "dzień na nie" i już robi się niekomfortowa sytuacja.
Nie ma złotego środka - słodycze i ustępstwa niczego nie załatwiają, przemoc i agresja- to najgorsze co możemy dziecku zrobić, dlatego  ja jestem gorącą fanką rozmów i przytulania. Niestety nawet mi czasem kończy się cierpliwość i  zmieniam się w Godzillę albo wychodzę do innego pokoju by dać sobie chwilę na oddech.
 
Obydwoje z mężem bardzo lubimy czytać. Zaraziliśmy nasze dzieci tą pasją i choć same jeszcze nie czytają to świetnie idzie im kartkowanie i opowiadanie historyjek.
 
Korzystając więc z okazji chciałabym napisać (króciutko) o dwóch książkach, które bardzo lubimy czytać.
 
"Księżniczka Jula, smok i rycerze niedorajdy"
autor: Steven Lenton
 
Możemy się umówić, że jest to książka bardziej dla dziewczynek choć chłopcom też się podobała (sprawdziłam na dzieciach w przedszkolu). Rymowany tekst opowiada historię tytułowej księżniczki Juli, która jest bardzo kreatywną dziewczynką. Łamie stereotyp "panny w opałach", która czeka na wybawcę. Zabawny utwór wpada w ucho, a "żart o kanapce-pułapce" rozbawi każdego.
 
"Wiewiórki, które nie chciały się dzielić"
autor: Rachel Bright
 
Świetna książka dla dziewczynek i chłopców. Rymowana historia o dwóch rudych kitkach -Cyrylu i Błażeju, którzy spotykają się podczas "morderczego pościgu".  Jaki będzie finał? Pouczający!  Książka o przyjaźni, szczęściu i dzieleniu się.
 
Pewnego dnia kupiłam zeszyt, przygotowałam długopis, kredki i zaproponowałam moim dzieciom byśmy napisały własną książkę. Były zachwycone. Razem wymyśliłyśmy bohaterów, tekst, rysunki wykonałam długopisem. Maluchy pokolorowały całość. To była świetna, kreatywna zabawa dla nas wszystkich.
Polecam!
Add a comment
  • Matka Godzilla
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 100

Druga część przygód Matki Godzilli

 
Dawno temu usłyszałam historie o kamieniach- pewnie też ją znacie. Najpierw ułóż w naczyniu największe kamienie, potem mniejsze, a na końcu uzupełnij piaskiem. To taka rada jak poukładać sobie ważne sprawy w życiu, obowiązki, codzienność.
 
Codzienność matki dwójki dzieci wygląda mniej więcej tak: od rana ogarniam moje skarby i nasz dom, po południu jest obiad dla męża, a wieczorem, gdy bobaski słodko śpią jest czas dla mnie.
Biegam albo wybieram kółka - 2 rowerowe lub 8 rolkowych.
Jednak zawsze najtrudniejszym momentem jest ubranie się i wyjście z domu.
Wyniki nie są dla mnie najważniejsze - najważniejsza jest przyjemność z tego, że się ruszam.
Jest też inna sprawa- skoro codziennie mam obowiązki, codziennie muszę też dostać "cukierka"- taką nagrodę i dla mnie jest to czas na aktywność fizyczną.
 
W życiu ważna jest równowaga. 
Kiedy jest równowaga czuję się dobrze sama ze sobą i wtedy jestem szczęśliwa.
Kiedy jestem szczęśliwa świat jest piękniejszy.
Kiedy świat jest piękniejszy to i ja chcę być lepszą wersją siebie w tym świecie.
 
Zadowolona ( i zmęczona), w piżamie z książką w łóżku żegnam dzień (oczywiście wstanę z niego jeszcze z 5 razy w nocy).
 
Dzieci codziennie się zmieniają, coś odkrywają, poznają, uczą się. Raz nabiją sobie guza, raz nowe doświadczenie. Obserwowanie i towarzyszenie im w tej drodze jest ekscytujące, czasem trudne, bywa też frustrujące. 
Każde dziecko jest inne, każde pisze swoim życiem inną historię choć mieszkają pod jednym dachem i mają tych samych rodziców.
 
Byliśmy (i nadal jesteśmy) zafascynowani naszą dwójką. Postanowiliśmy, że chcemy mieć kolejne dziecko i tak pewnego grudniowego dnia podczas wieczornego treningu poczułam, że coś się zmieniło. Byłam trochę bardziej zmęczona choć przebiegłam mniej kilometrów i w wolniejszym tempie. Tym razem nie potrzebowałam testu by wiedzieć, że pod moim sercem rośnie malutka istotka.
 
Pierwsze 3 miesiące truchtałam.
Kolejne 3 miesiące frustrowałam się, że nie mam siły truchtać.
Ostatnie 3 miesiące przechodziłam. 3-4 km dziennie to nie jakiś wyczyn ale taki codzienny spacer poprawiał mi humor i samopoczucie.
 
Jedynym drobiazgiem, który psuł mi nastój w tamtym czasie była myśl o porodzie, a konkretnie o kolejnym nacięciu krocza. Przechodziłam to już dwukrotnie i naprawdę nie miałam ochoty na kolejną powtórkę (szwy, ból, bliznę) więc rozbiłam świnkę skarbonkę i kupiłam balon ( dla zainteresowanych- balon dopochwowy). Cóż ćwiczenia z nim nie były przyjemnością ale poród (tym razem) już tak.
 
Urodziłam w poniedziałek, a w sobotę poszłam potruchtać.
 
Dziś jestem mamą trójki dzieci.
Aby było zgodnie z prawdą muszę napisać, że jestem szczęśliwą i dumną mamą.
Pracy jest sporo, radości o wiele więcej, miłością oddychamy, czasem wszyscy wyjemy (każdy z innego powodu) ale nie oddałabym tego za nic na świecie.
Add a comment
  • Matka Godzilla
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 155

Kobieta - orkiestra o swoich nowych planach

Beata Grzywacz – nauczycielka języka polskiego, pasjonatka książek i ich recenzentka, blogerka („Pasja i Ty”), autorka książki „Tarnobrzeskie kobiety”, właścicielka Firmy edukacyjno-szkoleniowej Pasja i Ty, społeczniczka; krótko mówiąc - niespokojny duch, który ciągle wymyśla kolejne projekty i oczywiście od razu wciela je w życie.

 

A.Ż. Beato – jesteś niemal wszędzie. Skąd masz na to czas i siły?

B.G. Odpowiem krótko – umiem zarządzać sobą w czasie (uczę tego nawet innych), jestem osobą dość zorganizowaną i uwielbiam planować. A siły? Jakoś tak się znajdują (śmiech) a poważnie mówiąc: 30 lat temu, gdy byłam już dorosłą osobą, dostałam w prezencie od losu nowe życie i doszłam do wniosku, że dostałam je po coś a zatem niejako spłacam dług. Umiem też „szybko” odpoczywać.

 

A.Ż. Mimo wszystko uważam, że jak na jedną drobną osobę to dość sporo. Zacznijmy jednak od początku.

B.G. Nie pamiętam już dokładnie od czego wszystko się zaczęło. Wiem jedno – nigdy nie mogłam usiedzieć spokojnie w jednym miejscu – dosłownie mnie roznosiło. Kiedy moje dzieci podrosły: 3 lata temu córka „wyfrunęła z gniazda”, by spełniać swoje marzenia o podniebnych podróżach (studiuje lotnictwo i kosmonautykę), syn skończył Szkolę Podstawową (obecnie kończy gimnazjum) stwierdziłam, że mam za dużo wolnego czasu, który powinnam jakoś zagospodarować.

 

A.Ż. I wtedy założyłaś bloga?

B.G. Właśnie tak. Moim niespełnionym marzeniem było dziennikarstwo, zatem pomyślałam, że mogę je teraz w jakiś sposób zrealizować i postanowiłam prowadzić bloga w formie wywiadów. Przyznaję, że na początku było ciężko, ale jeśli się czegoś bardzo chce …

 

A.Ż. Z iloma osobami już rozmawiałaś?

G. Do tej pory przeprowadziłam wywiady z 88 kobietami i 2 mężczyznami. Część wywiadów (dokładnie 58) wydałam w formie książki pt. „Tarnobrzeskie kobiety” a obecnie zbieram materiały do jej 2 części.

 

A.Ż. Zatrzymajmy się chwilę przy książce. Opowiedz, jak powstawała.

B.G. No cóż, nie powiem, że było łatwo. Po tak długim czasie (premiera książki miała miejsce 08 marca 2017 roku) mogę już mówić o tym spokojnie i śmiać się z wielu rzeczy, choć wtedy nie było mi do śmiechu. Przyznaję, że do końca nie zdawałam sobie sprawy z ogromu przedsięwzięcia, jakiego się podjęłam. Może to i dobrze, bo chyba bym się nie zdecydowała tego zrobić. Okazało się, że przeprowadzenie rozmów i zredagowanie wywiadów było … najprostszą czynnością. Schody zaczęły się później – musiałam znaleźć solidną korektorkę (Marta Korycka), gdyż mimo iż jestem polonistką, to wiem, że samemu nie znajdzie się swoich błędów, potem kogoś, kto złoży książkę, zapewni jej właściwą oprawę (Joanna Ardelli), kto zrobi piękne zdjęcia, kto ją wydrukuje, kto poprowadzi promocyjną galę itp. Napotkałam na swojej drodze wielu dobrych ludzi, którzy mi pomogli choć nie ukrywam, że byli i tacy, na których bardzo się zawiodłam, którzy chcieli się dzięki niej wypromować. Było mi przykro, gdy czytałam o sobie bardzo negatywne komentarze. Jestem jednak osobą, która zawsze doprowadza do końca swoje projekty a zatem i teraz zacisnęłam żeby i dopięłam swego. Oczywiście bez pomocy innych nie dałabym rady, choćby bez Roberta Szulca, który zupełnie pro bono wykonał kobietom piękne zdjęcia. O ich makijaż też bezinteresownie zadbała Ewelina Sudoł.

 

A.Ż. Wróćmy zatem do wywiadów. O czym najczęściej rozmawiasz?

B.G. Mój blog obecnie nosi tytuł „Pasja i Ty” a zatem najczęściej rozmawiamy o pasji, która często staje się dla moich rozmówczyń sposobem na życie. Okazuje się, że ludzie mają najróżniejsze pasje, o istnieniu których nawet nie wiedziałam! W trakcie spotkań rozmawiamy o sukcesach, ale i o porażkach czy różnych trudnościach, jakie pojawiają się na naszej drodze. Częstym tematem, zwłaszcza dla rękodzielników, są trudności związane z rynkiem zbytu.

 

A.Ż. Postanowiłaś zatem przyjść im w sukurs i wymyśliłaś kolejny projekt …

B.G. Tak jakby (śmiech). Rozmawiając z kolejną osobą na temat rękodzieła wpadłam na pomysł zorganizowania spotkań dotyczących tego problemu a że w tym czasie startowałam również w wyborach do Rady Miasta postanowiłam połączyć jedno z drugim i wymyśliłam cykl „Klimatyczne rozmowy”.

 

A.Ż. Możesz bliżej opowiedzieć o tych rozmowach?

B.G. Oczywiście. Rozmowy odbywają się raz w miesiącu i dotyczą różnych problemów naszego miasta, które w jakiś sposób możemy rozwiązać. Jednym z tematów było właśnie rękodzieło. Przyszło wiele zainteresowanych osób i oczywiście padło mnóstwo różnych propozycji. Postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić i zaczęłam, działać. Wymyśliłam projekt, który roboczo nazwałam „Tydzień z tarnobrzeskim rękodziełem”.

 

A.Ż. Na czym będzie on dokładniej polegał?

B.G. To pomysł, który dopiero krystalizuje się w mojej głowie, ale już są jego pierwsze owoce. Nawiązałam współpracę z Biblioteką Pedagogiczną w naszym mieście i wspólnie ustaliłyśmy, że projekt zrealizujemy na początku marca 2019 r. Ustaliłyśmy też plan działania i podzieliłyśmy się zadaniami. Muszę powiedzieć, że p. dyr. Anna Żarów jest kobietą niezwykle przyjazną i pomocną a przy tym bardzo konkretną. Obecnie jesteśmy na etapie poszukiwania rękodzielników, którzy poprowadzą warsztaty i muszę powiedzieć, że mamy już prawie komplet. W tak zwanym międzyczasie poszukujemy osób, które pomogłyby nam w organizacji i tu również jestem mile zaskoczona, bo wiele osób już się zgłosiło. Myślę, że do końca grudnia będziemy mieli komplet, bo przecież nie na tym koniec. Kolejnym zadaniem będzie zredagowanie plakatów, zaproszeń, poinformowanie o naszej akcji lokalnych mediów, zakup potrzebnych materiałów itp.

 

 

 A.Ż.  Wiem, że oprócz warsztatów przygotowujesz coś jeszcze …

B.G. Oczywiście. Same warsztaty są bardzo ważne, bo mają uświadomić ludziom, że dobre rękodzieło wymaga mnóstwo czasu, nakładu sił i pieniędzy, dlatego … musi kosztować! Po warsztatach przewidziana jest wystawa, po której odbędzie się kiermasz. Zobaczymy,

 

A.Ż. Do kogo skierowany jest projekt?

B.G. Tak jak już wspomniałam, projekt kierowany jest głównie do lokalnych rękodzielników, czyli mieszkańców Tarnobrzega i okolic. Jego celem jest pokazanie artystów, którzy robią naprawdę fantastyczne rzeczy. Chciałabym przy okazji uściślić, że tym razem bierzemy pod uwagę tylko tzw. rękodzieło użytkowe. Mam nadzieję, że projekt zostanie dobrze przyjęty przez mieszkańców i na stałe wpisze się do kalendarza imprez naszego miasta.

 

A.Ż. W takim razie trzymamy kciuki i życzymy powodzenia. Na bieżąco będziemy monitorować postępy i informować o nich naszych Czytelników. Dziękuję za rozmowę.

 

BG. Dziękuję

 

 

 

 

 

Add a comment
  • Aleksandra Żórawska
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 430

O kobiecie, która została Godzillą

Dawno, dawno temu nasi pra-ojcowie biegali po lesie z brodami i z nagimi pośladkami za kawałkiem mięsa (lubię sobie to wizualizować). Czasami biegali kilka dni, czasami mieli farta i co dzień było coś świeżego do wrzucenia na ogień.
 
Dziś wozimy swoje zwiotczałe pośladki samochodami do marketów, ładujemy jedzenie w koszyki po brzegi, przywozimy do domu i jemy... w międzyczasie jęcząc jak wysoko trzeba wnieść siatki po schodach albo jakie to ciężkie, drogie lub smaczne choć mało zdrowe. Tak tydzień po tygodniu mija nasze życie. My tyjemy, flaczejemy, narzekamy i w kółko robimy to samo. A przecież bieganie po lesie nawet bez dzidy w ręku jest takie przyjemnie i można to robić w ubraniu.
 
Byłam młodą mamą, gdy usłyszałam od szwagierki: " po ciąży już nie wrócisz do figury, ani do ubrań". Uśmiechnęłam się lekko i pomyślałam "ja nie wrócę?- no to patrz!" Kupiłam płytę z ćwiczeniami i po 5 dni w tygodniu ćwiczyłam, i przeklinałam. 45minut wysiłku wypruwało ze mnie wszystkie złe emocja nagromadzone po kolejnym dniu spędzonym samotnie z małym dzieckiem w domu. Niby nic: karmisz, przewijasz, bawisz się, sprzątasz, karmisz, przewijasz, bawisz się sprzątasz, gotujesz obiad, pierzesz, karmisz, przewijasz, sprzątasz... Po drodze jakiś spacer, zakupy, karmienie i przewijanie, i tak przez kilka miesięcy, kilkanaście miesięcy... Mąż jest albo pracuje, a gdy wraca chce odpocząć i ja też chciałam odpocząć. Chciałam odpocząć i schudnąć. 
  45 minut to jedna lekcja w szkole, to momencik na zakupach, to mała kawka z koleżanką podczas lunchu ale gdy ćwiczysz, a za ścianą mąż próbuje utulić twój wyjący skarb, to można oszaleć. Dzielnie tłumaczyłam sobie, że on da radę, a mi też się coś należy. 
 
Samozaparcie, wylane litry potu, czasem łez i mleka po kilku tygodniach ćwiczeń przyniosły pierwsze efekty. Kilka milimetrów różnicy w obwodach brzucha, pośladków, ud motywowały mnie do dalszej pracy. Co najważniejsze ja czułam się lepiej sama ze sobą. Mocniejsze mięśnie nóg pomagały mi na zakupach i schodach, zniknęła zadyszka i coraz więcej ubrań ZNÓW pasowało. 
  Mój skarb skończył 18 miesięcy, a ja znów byłam w stanie błogosławionym. Taki mieliśmy z mężem plan, by dzieci były z małą różnica wieku.
Przestałam ćwiczyć. Opieka nad jednym małym dzieckiem i noszenie drugiego pod sercem, pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy plus poranne mdłości wysysały ze mnie ogromne ilości energii. Ciąża zakończyła się kolejnym porodem naturalnym,a ja znów miała obwarzan tłuszczu, wielkie nogi i słabe mięśnie.
  
Wyjęłam z półki moją wspaniałą płytę z ćwiczeniami ale nie dawała mi, aż tyle radochy co poprzednio. Zaciskałam zęby i ćwiczyłam. Efekty przychodziły wolniej ale ja czułam, że potrzebuję czegoś innego. Był czerwiec, wyjęłam z piwnicy moje stare fitnessowe rolki i zaczęłam jeździć. Godzina na świeżym powietrzu z dobrą muzyką na uszach mijała szybko ale wciąż było mi mało... chciałam czegoś co mnie zmęczy, da efekty szybciej. Czytałam, szukałam i postanowiłam spróbować  biegania...
 
Moje dawne - szkolne doświadczenia z biegania były takie - zmęczysz się, spocisz, będziesz czerwona na twarzy jak burak, a i tak przybiegniesz ostatnia. Musiałam to wszystko "przepracować" na nowo. Najpierw psychika - jak mi się nie spodoba to sobie odpuszczę. Mogę biegać wolno, bo nigdzie mi się nie spieszy. Potem strój - buty do biegania, biegowe skarpetki, leginsy i koszulka z oddychającego materiału, no i stanik,który utrzyma to i owo na miejscu. Wszystko dostałam w sportowym markecie za niewielkie pieniądze. Potem wyznaczyłam trasę (płaską) i zaczęłam truchtać, iść gdy nie miałam sił i znów truchtać. Z czasem zauważyłam, że ten sam kawałek jestem w stanie przebiec w całości i zaczęło mi się to podobać. Do domu wracałam czerwona jak burak ale wiedziałam, że to reakcja tymczasowa na wysiłek i jeśli będę regularnie biegać to się zmniejszy. Pomocna w tym temacie okazała się czapka z daszkiem.  
 
W tamtym czasie odwiedził nas znajomy. Rozmawialiśmy o bieganiu i dowiedziałam się o Endomondo (aplikacji na telefon, która rejestruje czas, dystans, spalone kalorie, trasę i jest darmowa). Nie jestem gadżeciarą ale pomyślałam "co mi zależy".
Bardzo podobało mi się, że każdy trening mam zapisany, mogę porównać dystans, prędkość, czas. Zaczęłam zauważać różnicę. Poczułam, że mogę więcej i szybciej i wracam do domu zmęczona ale bardzo, bardzo zadowolona...no i tak zakochałam się w bieganiu. 
 
 
Add a comment
  • Matka Godzilla
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 350

W CHOINKĘ Z TYM! [o tym jak robią to inni ]

Co roku o tej samej porze rodzaj ludzki w różnych zakątkach świata przygarnia pod swój dach drzewko.

A jak się mają Wasze drzewka w tym roku? Błyszczą już w tle czy wszystko jeszcze przed Wami?

Jeśli szukacie nowych inspiracji na świąteczne dekoracje, to mam dla Was kilka ciekawostek!

 Tradycja rzecz święta.

Ubieranie iglastego drzewka kultywowane było już w czasach pogańskich. Był to swego rodzaju magiczny rytuał, który miał zapewnić domownikom zdrowie, szczęście i dostatek.

W wielu kulturach drzewo, zwłaszcza iglaste uważane było za symbol życia i płodności. Gdzieniegdzie jest tak i dziś.

Pierwsze wzmianki o przystrajaniu choinki w Boże Narodzenie pochodzą z XVI w., przy czym w Polsce pojawiły się dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku.

Powszechnie wiadomo, że my Polacy niejednokrotnie dłużej od innych narodów musimy czekać na nowy sprzęt elektroniczny, premiery nowych filmów, itp. Pociesza mnie jednak fakt, że dziś trwa to do kilku tygodni. Na choinkę musieliśmy czekać trzy stulecia.

Cóż. No jest lepiej.

 Z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia chciałabym opowiedzieć Wam 10 krótkich anegdot o historii kilku choinek, z różnych części świata. Rozsiądźcie się wygodnie.

 Prędko, prędko baśń się baje…

 … o tym, że na Ukrainie szczęście przynoszą robale.

Oprócz typowych ozdób choinkowych, ludzie na Ukrainie dekorują swoje drzewka błyszczącymi pająkami i pajęczynami. To podobno bardzo popularny zwyczaj.

Według słynnej opowieści świątecznej taka pajęczyna o poranku powinna zmienić się w złoto.

Powtórzę jeszcze raz: dekorują - drzewo - pająkami.

Także moje drogi Panie – pajączkami czy pajęczynkami się w tym roku nie przejmujemy nic a nic! Toż to samo szczęście! 

 

… o tym, że w Niemczech słoma i świece to świetny pomysł.

Podobno to Marcin Luter miał, jako pierwszy, na wzór gwieździstego nieba, przyozdobić choinkę świecami. Takimi z gontem i ogniem. W związku z tym, iż w historii występuje ważna postać zwyczaj jest bardzo popularny w całym kraju.

Równolegle w Bawarii najpopularniejsze tradycyjne dekoracje tworzone są z połączonych nicią słomek.

Ciekawe, co miało większy wpływ na żywotność tego narodu – płodne drzewko czy Nikola Tesla.

 … o tym, że w Holandii słodko jest łamać język.

 W Boże Narodzenie otacza nas nie tylko magiczna atmosfera, ale również ogromna ilość jedzenia. Nie tylko stół suto zastawiamy, ale i na choince wieszamy różnej maści cukierki. Holendrzy z kolei wieszają na swoich drzewkach biszkopty w kształcie wieńców bożonarodzeniowych, zwanych kerstkransjes.

A teraz przeczytajcie to na głos. Kerstkhhh… Tak naprawdę to chyba nie ma takiego słowa. No, bo weź.

 … o tym, że do Francji moda przyszła z Edenu.

 W historycznej Francji popularnym trendem było wieszanie na choince prawdziwych owoców. Pewnego roku nastąpił wielki nieurodzaj i zbiory były bardzo nikłe. Tradycja jednak okazała się silna i przetrwała w dziełach rąk ludzkich, jako ozdoby z papieru lub szkła.

Dziś najpopularniejsze są czerwone jabłka powszechnie wieszane na francuskich drzewkach.

 

… o tym, że Dania się w tańcu nie pierniczy*

 Duńczycy, w swojej kreatywności stworzyli julehjerte. To całkiem ładne sakiewki w kształcie serc, wykonane z przeplatanego papieru. Można je wypełnić orzechami lub słodyczami i zawiesić na drzewie. W jednym z duńskich muzeów można zobaczyć podobną najstarszą znaną julehjerte autorstwa samego Hansa Christiana Andersona.

Koszyczki są naprawdę urocze i bardzo prosto je zrobić, zobaczcie sami!

-> https://www.youtube.com/watch?v=o5Jc0fXBJac <-

 … o tym, że Szwedzi narodem stoją.

 Szwedzi są bardzo dumni ze swojego narodu i lubią to okazywać na różne sposoby. Jednym z nich jest umieszczanie flagi, na… czym się da. Nierzadko można spotkać flagi i godła na bombkach lub girlandy w narodowych barwach.

 … o tym, że w Norwegii brodate dzieci domu pilnują.

Tu prezenty w Święta przynoszą mitologiczne, ludowe postacie – Nisse. Opisywane są, jako istoty o wzroście dziecka, z długą białą brodą i czerwoną, spiczastą czapką. Osobniki te normalnie są dość zajęte, bo opiekują się domem, gdy gospodarze śpią. W zamian oczekują jednak drobnych prezentów (pożywienia). Niezadowolone, płatają psikusy.

[ Do zapamiętania – Norwegia - Nisse - krzyżówka Mikołaja z Goblinem. ]

Wspominam jednak o nich również, dlatego iż obecnie widać mocny wpływ skandynawskich elementów w naszych wnętrzach. Jeśli dobrze rozejrzycie się w sklepach, znajdziecie również i Nisse.

 

… o tym, że Islandia nie wierzy w pecha.

W islandzkim folklorze 13 dni przed Bożym Narodzeniem każde dziecko zostawia bucik przed drzwiami do swojej sypialni. W nocy 13 trolli lata po domach i wrzuca do tych bucików słodycze lub gnijące ziemniaki – w zależności od tego jak się delikwent sprawował w danym roku.

Gnijące ziemniaki. Czujecie to? Szkoda, że przez takiego łobuza cierpi cały dom.

W każdym razie - ozdoby przedstawiające te trolle również lądują na choinkach.

… o tym, że w Chinach też można!

Chrześcijanie stanowią znaczną mniejszość w Chinach. W związku z tym, ubieranie choinki opiera się w znacznej mierze na kreatywnej improwizacji. Oprócz tradycyjnych bombek w kraju smoka na drzewkach królują papierowe latarnie, domowe girlandy i świeże kwiat.

Bo jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce to można!

… o tym, że w Australii Mikołaj jest surferem.

Słońce w zenicie, trzydzieści stopni w cieniu, impreza na plaży i choinka z lego.

W Europie Boże Narodzenie kojarzy się z zimą, ale na półkuli południowej grudzień jest miesiącem letnim. Duża ilość słońca sprawia chyba, że do całego święta podchodzi się z nieco większym luzem.

W Australii drzewa iglaste są niezwykle rzadkie, więc ozdoby wiesza się głównie na sztucznych choinkach lub… gdzie popadnie – również na przydrożnych żywopłotach. Ulubioną zaś obok bombek dekoracją są muszle.

 

A jakie są u nas Święta – każdy widzi.

Na chwilę przed Świętami chciałabym Wam życzyć przede wszystkim… luzu.

Cokolwiek robić będziecie – róbcie to z radością.

I tak wszyscy będą chwalić, jedzenia starczy na tydzień, a choinka będzie błyszczeć.

Niezależnie od tego czy lubicie planować czy działać chaotycznie niech wysiłek w efekcie przyniesie Wam ogromną satysfakcję!

Niech - pośród srebrnych pajęczyn, migoczących świec i czerwieni bombek – magia drzewka będzie z Wami! Amen.

  

 

 

* to kulturalna rubryka; słowo „pierniczy” zostało użyte w znaczeniu dosłownym; nie podwórkowym.

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 484

"Ultra Violet" jest kolorem Pantone w roku 2018

 

Jesli kiedykolwiek slyszales o wzorniku Pantone, to zapewne jestes jak ja od dluzszego czasu grafikiem, ktory wie co nieco o wydruku i jak ciezki chleb byl jeszcze jakies 15 lat temu z okresleniem koloru na wydruku. Jesli wiesz co to sa kolory Pantone, to pewnie rowniez wiesz, ze Pantone w kazdym roku wybiera kolor, ktory staje sie na 12 miesiecy tak popularny, ze az trudno w to uwierzyc.

 

Add a comment

Warsztaty z Gwiazdą - relacja

W połowie września w Studio Electrolux Taste Center odbyły się kolejne z cyklu warsztaty z Gwiazdą organizowane przez nasz zaprzyjaźniony portal Allaboutlife.pl. Tym razem pod hasłem Fit and Beauty. Warsztaty prowadziła Kasia Błażejewska- Stuhr, a razem z nią Karina Zuchora i Sylwia Chrzanowska- Olbryś. Nie lada atrakcją była również nauka tańca z Ewą Szabatin, która właśnie wystartowała z projektem FITFASHIONFREAK oraz wykład marki kosmetycznej Vipera.

Add a comment

Kulisy powstania portalu - kto, po co, dlaczego.

"W Centrum" ma być miejscem wyjątkowym. Łączącym ludzi z pasją, marzeniami (ba! marzenia te realizujących!), inspirujących, ciekawych, mających swój punkt widzenia, swoją perspektywę. Realizujących się w biznesie, sztuce, działalności charyatywnej- każdej dziedzinie życia, która przynosi spełnienie i radość. Chcę, chcemy, by była to przestrzeń wspólna, ale dająca własne, indywidualne pole działania każdej osobie....

Add a comment
  • Ola Zorawska
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 1192

Przepis na Kocioł Bałkański. Z czym to się je?

W możliwie krótki sposób, postaram się dziś opowiedzieć Wam największą przygodę mojego życia. Uwaga! Tekst zawierający przepis na kociołek bałkański, inspirowany jest prywatą. Znajdziecie w nim amatorskie zdjęcia, subiektywne opinie, mądre cytaty i przysłowia regionalne.

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 2045

"Ciężko wytłumaczyć ludziom zdrowym, żeby doceniali najdrobniejsze rzeczy wokół siebie" - rozmowa z Marzeną Matysiak

Nie mam czasu myśleć o tym, że jestem chora- mam syna, a on mnie potrzebuje. Nie chcę, aby widział mnie płaczącą, choć takie sytuacje też mają miejsce (każdy ma chwile słabości). Nauczyłam się radzić sobie z codziennymi czynnościami. Pokój też został przemeblowany tak, abym niosąc kawę, herbatę czy zupę, mogła przytrzymać się np. parapetu. Jestem chora i tego nie zmienię, ale...

Add a comment
  • Ola Zorawska
  • Kategoria: Inspiratorium
  • Odsłony: 4356

Alergia jak malowana i groźny skrót, który każdy powinien znać.

Statystyki podają, że w ostatnich latach liczba osób podatnych na alergeny zastraszająco rośnie, a prognozy przewidują, iż wkrótce nie będzie w kraju rodziny, której nie dotyczyłby ten problem.
Alergia. Popularnie stosowane synonimy: uczulenie, nadwrażliwość. Patologiczna odpowiedź tkanek na oddziaływanie obcych substancji. Choroba cywilizacyjna XXI w. Sprawdź czy jesteś nosicielem.

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 1197

Kiedy zaczynają się schody… zalecamy sięgnąć po nasz sześciopak!

Klatka schodowa jest jednym z najmniej lubianych tematów zarówno w gronie inwestorów jak i projektantów. Zasadniczo trudno się dziwić. To naprawdę trudne wnętrze. Schody ciężko właściwie nazwać pomieszczeniem, a koszty związane z jakąkolwiek modernizacją są wprost proporcjonalne do rozmiarów problemu. Co jednak robić, gdy klatka straszy, a budżet piszczy?

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 1972

Architekt wnętrz. Sprawdź czy go potrzebujesz!

Coraz więcej pracujemy i odczuwamy coraz większą potrzebę bardziej wydajnego funkcjonowania i bardziej efektywnego relaksu. Mamy również coraz mniej czasu, aby tą naszą przestrzeń odpowiednio dostosować. Rynek rośnie w produkt, projektanci i architekci mają coraz więcej pracy, a inwestorzy coraz większy dylemat. Fora internetowe coraz częściej grzmią – zatrudniać? Czy jednak nie? Dziś odpowie Wam architekt.

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 1567

Jak przygotować się do malowania ścian?

Kiedy masz już w ręku wałek i folie ochronne, zostaje nam zakupić jeszcze same farby i kuwetkę do nabierania farby na wałek. Ile kupić farby? By to ocenić, trzeba zmierzyć powierzchnie ścian. Jeśli malujemy w różnych kolorach, musimy pamiętać, aby...

Add a comment
  • Wioletta Pasternak
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 5740

„Nie garb się!” w miejscu pracy Twojego dziecka.

„Nie garb się!” lub „siedź prosto!” nie wystarczy. To odpowiednio zaaranżowane miejsce pracy, pozwala na utrzymanie prawidłowej postawy ciała. Niezwykle ważnym jest, abyśmy to właśnie my – rodzice, zadbali o prawidłowy rozwój i zdrowie naszego dziecka. Ergonomia stanowiska pracy już dawno przestała ograniczać się do blatu na czterech nogach i krzesła. Powiem więcej - odpowiednio dobrane biurko, może uczynić Was rodzicami geniusza.

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 7629

O obrotach ciał we wnętrzach. Czyli 10 rozpraw o tym, jak nie wpaść w depresję we własnym domu

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak duży wpływ na nas ma otoczenie w jakim przebywamy.  Książki, muzyka, ludzie – to wszystko wpływa na nasz intelekt. Wnętrze, w jakim przebywamy, wpływa na naszą strefę emocjonalną. Naukowcy przekonują, że kolor ścian czy rodzaj mebli, mogą znacząco wpływać na nasze samopoczucie, zdrowie, a nawet życie zawodowe! Co zrobić, żeby własny dom nie wpędzał nas w depresję? Oto 10 rozpraw o tym, jak za pomocą...

Add a comment
  • Sabina Pyter
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 8016

Jak przygotować się do remontu? Odpowiadamy

Jak przygotować się do remontu? Remontować samemu czy zatrudnić fachowców? Co się bardziej opłaca? Jaki budżet założyć? Te i wiele innych pytań musi sobie postawić inwestor, zanim cokolwiek postanowi. Od obiektu, który remontujemy, naszych umiejętności i czasu, jaki możemy na remont poświęcić na to przedsięwzięcie będą zależały...

Add a comment
  • Wioletta Pasternak
  • Kategoria: Wnętrza
  • Odsłony: 5055

Agnieszka Janusz-Szczytyńska o magicznym tworzeniu

Od jak dawna towarzyszy Pani w życiu pasja do rękodzieła?

 Pasja do rękodzieła towarzyszy mi od najmłodszych lat, kiedy w wieku sześciu lat zrobiłam na drutach swój pierwszy sweter z resztek wełny, które dostałam od mamy. Później były to różnego rodzaju swetry z coraz trudniejszymi wzorami.

W przedszkolu, gdy narysowałam kredkami wiosnę, nauczycielka wezwała moją mamę na rozmowę. Chciała, aby mama nie wykonywała za mnie prac plastycznych w domu, ponieważ mają to być prace samodzielne. Ponieważ mama nie pomagała mi w ogóle, po raz pierwszy w dokumentach zapisano: „uzdolniona plastycznie”.  

W wieku szkolnym nauczyłam się także wyszywać i szydełkować. Swoją pasję do dziergania zawdzięczam mamie. W liceum zaczęłam malować obrazy olejne, samodzielnie robiąc, tzw. blejtramy i kupując na bazarku (tarnobrzeski stadion) najtańsze farby olejne od „ruskich” sprzedawców. Jak się później okazało były to jedne z lepszych farb, niestety teraz już niedostępne. Ostatnia moja pasja związana z tworzeniem biżuterii pojawiła się dziesięć lat temu.

 Z czego czerpie Pani najczęściej inspiracje?

 Jestem osobą, która nie lubi się nudzić, muszę ciągle coś robić. W wieku szkolnym potrafiłam robić na drutach, uczyć się i słuchać muzyki jednocześnie. Często śmiano się ze mnie jak robiłam na drutach, jednocześnie oglądając telewizor. Tak naprawdę nie wiem, skąd czerpię pomysły na to co tworzę. Raz mam ochotę na szydełkowanie, innym razem na malowanie. Jeśli zobaczę ciekawą biżuterię w internecie rozpoczyna się okres biżuteryjny, ponieważ nigdy nie kończy się na jednym egzemplarzu. Jeśli chodzi o obrazy to również mam zmienną tematykę. Raz są to pejzaże, kwiaty, fantastyka. Innym razem ruiny, które mnie bardzo fascynują.

 W jakim miejscu Pani tworzy? Czy to przestrzeń wspólna z domownikami, czy też osobne, specjalnie przeznaczone ku temu  miejsce?

 Tworzę wszędzie, gdzie się da (na drutach i szydełku można robić wszędzie). Jeśli chodzi o tworzenie biżuterii i malowanie obrazów to była to najczęściej kuchnia. Piszę była, ponieważ przeprowadziłam się na wieś i mam nadzieję zorganizować sobie jedno pomieszczenie właśnie na swoją pracownię.

Najlepszą pracownię malarską miałam we wczesnym okresie rozwoju, jeszcze jak mieszkałam u rodziców. Był to strych z bardzo dużą ilością światła i oazą spokoju. Mogłam tam pracować w ciszy lub słuchając muzyki, jednocześnie nikomu nie przeszkadzając. Przyznam, że malowałam także zachód Słońca na dachu mojego bloku.

 

Czy planuje Pani w najbliższym czasie nową kolekcję/nowy projekt itp.?

 W najbliższym czasie mam zamiar się „rozmalować” ze względu na piękno otaczającej mnie przyrody. Najczęściej malowałam z wyobraźni, zdjęć lub pocztówek. Teraz mam możliwość malować częściowo z natury. Szczególnie zależy mi na precyzyjnym uchwyceniu ulotności zachodu słońca. Możliwe, że powstanie cykl: „Kwiaty Polskie”. Krótko mówiąc wakacje przede mną.

 Czy prowadzi Pani miejsca w sieci, w których można podziwiać i kupić Pani dzieła?

 Prowadzę firmę Fraktal Centrum Kreatywnego Myślenia. Moje prace można kupić, ewentualnie obejrzeć, za pomocą strony www.bizuteriaedu.sklepna5.pl lub na facebooku www.facebook.com/fraktalobrazy/. Prowadzę także stronę www.fraktaledu.wixsite.com/szkolenia, ale tutaj jest inna dziedzina mojej działalności i zainteresowań. Jestem otwarta na propozycję klientów.

Wykonuję biżuterię i maluję obrazy także na zamówienie, zgodnie z potrzebami klienta.  Najlepiej jednak wszystkie prace obejrzeć osobiście po wcześniejszym umówieniu się ze mną telefonicznie, ponieważ zdjęcia nigdy nie oddają uroku danej pracy.

Add a comment