Przepis na Kocioł Bałkański. Z czym to się je?

W możliwie krótki sposób, postaram się dziś opowiedzieć Wam największą przygodę mojego życia. 
Uwaga! Tekst zawierający przepis na kociołek bałkański, inspirowany jest prywatą. Znajdziecie w nim amatorskie zdjęcia, subiektywne opinie, mądre cytaty i przysłowia regionalne.

Dziś -wyjątkowo- nie będzie o wnętrzach. Będzie o przekraczaniu granic. Dosłownie i w przenośni.
To był zwykły dzień. A my postanowiliśmy być nieco mniej... zwykli.
Spakowaliśmy plecaki planując spędzenie kolejnych 12 dni w dzikiej, nieznanej krainie.
W efekcie - przejechaliśmy 3700km. Nie jestem w stanie zliczyć, ile się nauczyliśmy.

„Gdyby Bałkany nie istniały, należałoby je wymyślić.”  Hermann Keyserling

Bałkany. Czyli właściwie gdzie?
Nie sposób określić je pod względem geograficzny. Okazuje się, że tak naprawdę nikt do końca nie wie, gdzie znajduje się północna granica Półwyspu Bałkańskiego. Łatwiej chyba określić go pod względem historycznym.
Zamieszkują tu głównie narody słowiańskie, które są mocno zróżnicowane pod względem religijnym. Chorwaci są w większości katolikami, Serbowie wyznają prawosławie, a Bośniacy to muzułmanie. Jak by tego było mało, Albańczycy dopiero niedawno przestali być oficjalnie pierwszym państwem ateistycznym, no i nie zaliczamy ich w ogóle do Słowian.
Biorąc pod uwagę fakt, że kraje byłej Jugosławii są często zbliżone wielkościowo do polskich województw, tak skrajny podział wyznaniowy jest nieco szokujący. W tym kotle moi drodzy, mamy naprawdę niezły bigos.
Samo określenie ‘kocioł bałkański’ powstało przez nie tak dawne wojny, które miały na celu wyzwolenie spod panowania Tureckiego.
Ale hej! Miałam Was zachęcać, a nie uczyć historii! Obiecuję, że jeśli wstawię kolejny fakt historyczny, postaram się, aby to była petarda.

Bałkany, w mojej subiektywnej opinii, to obszar historyczno- kulturowy, na który składa się 8 państw – Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Macedonia, Serbia, Bułgaria i /jedynie z przyczyn geograficznych/ Grecja. Dlaczego waham się nad ostatnim członkiem? A widzieliście kiedyś, żeby jakiś grecki kurort reklamował się, jako bałkański?
Daliśmy sobie 12 dni, aby samemu przekonać się, o co w tym wszystkim właściwie chodzi.

Ko rano rani, dvije sreće grabi.
/Kto rano wstaje, ten zbiera podwójne szczęście./

Aby wszystko było legalnie w terminarzu 12 dni, w naszą podróż wyjechaliśmy kilka minut po północy.
Przez Czechy, Słowację i Węgry dojechaliśmy do Państwa Bośni i Hercegowiny. Niewielka, urokliwa miejscowość Jajce stała się wspaniałym przystankiem do pierwszego, ważnego punktu, jakim było Sarajewo.
To właśnie w tym mieście zaczęła się I Wojna Światowa.
28 czerwca 1914 arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg oraz jego żona Zofia von Chotek obchodzili rocznicę ślubu. Tego dnia oboje zostali zastrzeleni przez Gawriła Principa. Nie był on jedynym, który próbował ich zabić. Wszyscy zamachowcy zostali aresztowani, jednak proces zakończył się tragicznie dla całej ludzkości.
Dziś, w miejscu zamachu stworzono muzeum. Jest niewielkie, ale dokładnie wyjaśnia przebieg wydarzeń. Warto tam zajrzeć.
Całe Sarajewo jest jednym wielkim pomnikiem wstrząsającej historii. Człowiek idzie po ulicy i ma ciary na plecach. Moja, wybujała wyobraźnia architekta miała szalone pole do popisu.
W elewacji wielu budynków widać jeszcze ślady po kulach. Sarajewo to nie miejsce dla snobów. Idąc po ulicy warto patrzeć też pod nogi. W niektórych miejscach wyróżniają się duże bruzdy, wypełnione masą żywicy, piasku i czerwonej farby. Są to tzw. Sarajewskie Róże. Powstały one w miejscach, w których eksplozje pocisków zabiły przynajmniej 3 osoby. Do całego projektu wybrano 150 miejsc. Nie oznaczono wszystkich. Co najmniej 3 osoby. Jak wstrząsającą skalę ludzkich nieszczęść to obrazuje?!
Dziś w mieście, w którym swój początek miała jedna z największych tragedii ludzkości, współistnieje niezwykła różnorodność wyznaniowa i kulturowa. Obok fascynujących pomników historii stoją nowoczesne budynki, obok podziurawionych tynków – odnowione, a obok licznych meczetów – kościoły i cerkwie. Stolica Bośni i Hercegowiny to zdecydowanie jedno z najciekawszych miast na Bałkanach.

Ale BiH to jednak nie tylko Sarajewo. Odwiedziliśmy również przepiękny Mostar, fascynujący Blagaj, absolutnie zachwycające wodospady Kravica, a nawet przemknęliśmy truchtem przez Medjugorie. Chciałabym opowiedzieć o tym, jak wiele cudownych miejsc tam zobaczyliśmy, ale miało być w kilku zdaniach… Uwierzcie mi, że to strasznie trudne!
W Bośni spędziliśmy zdecydowanie najwięcej czasu, bo aż 5 dni. I mimo to, że w bardziej opuszczonych okolicach można znaleźć tabliczki ostrzegające przed minami – zdecydowanie chciałabym tu jeszcze wrócić. Oj, bardzo!

Ко вино вечера, воду доручкуе.
/Kto wieczorem pije wino, rano wodę./

Czarnogórę postanowiliśmy przemierzyć wzdłuż wybrzeża. Przez malownicze Herceg Novi dojechaliśmy do najpiękniejszego miejsca na ziemi – Zatoki Kotorskiej.
W tym miejscu strome zbocza gór schodzą wprost do oszałamiająco lazurowej tafli zatoki. Starówka miasta Kotor została wpisana na Listę światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Z murów obronnych można podziwiać bajkowy widok na całe miasto i zatokę, w którą wpisują się malownicze wysepki.

Nic więc dziwnego, że jest to jedno z najbardziej popularnych miejsc na wybrzeży Adriatyckim. Przez to też jest tu dość tłoczno. Nie dziwią też ceny, które w porównaniu z Bośnią są dość wysokie. Nie zabawiliśmy tu, więc długo, chcąc zachować w pamięci jedynie zachwycające, pierwsze wrażenie, jakie zrobiła na nas Zatoka Kotorska.
Absolutnie zachwycające wrażenie! Gdybym miała wyczarować Patronusa zamknęłabym oczy i przywołała uczucie, jakie ogarnęło mnie, gdy zobaczyliśmy to miejsce po raz pierwszy.
Po drodze do Albanii zahaczyliśmy jeszcze o Budvę i jej średniowieczną starówkę otoczoną wspaniałymi murami obronnymi.

Ku është balta më e ëmbël se mjalta?
/Gdzie błoto jest słodsze od miodu?/

Zwiedzanie najbardziej odjechanego kraju zaczęliśmy od jego stolicy – Tirany. Albania to kraj, który był przez większość swojego istnienia odizolowany od reszty Europy. I to widać.
W 1967 Albania ogłosiła się pierwszym na świecie państwem ateistycznym. Komunizm upadł tam dopiero w latach 90. XX wieku, a wydaje się jakby to było w zeszłym tygodniu. Albania stwarza wrażenie kompletnie odciętej od otaczającej rzeczywistości. Inny świat. Ale w swojej inności, ciągle pasjonujący.
Tirana zdecydowanie nie przypomina żadnej ze stolic europejskich. Przy wjeździe do stolicy mijaliśmy krowy.
Mimo pierwszego wrażenia trzeba jednak przyznać, że miasto mono się rozwija. Nie macie jednak, co liczyć na McDonalda. Zresztą na całych Bałkanach chyba, nie zobaczyliśmy żadnej znanej nam, popularnej sieciówki. Nie znajdziecie też w stolicy Albanii wielu wspaniałych zabytków.
Żeby powiedzieć, że jazda po ulicach jest nieco chaotyczna, to jak by nic nie powiedzieć. Kierowcy jedną ręką trzymają kierownicę, a drugą - klakson. Trąbią żeby się pozdrowić, żeby pokazać, że jadą w lewo, ogólnie - gdy są zadowoleni i gdy są niezadowoleni. Jeśli przez 15 sekund nie usłyszycie klaksonu to znaczy, że zaczynacie tracić kontakt z rzeczywistością.
W tym szaleństwie jest jednak jakaś ukryta zasada, która sprawia, że ruch na ulicy jest płynny jak rzeka. Jak to się dzieje? Tego nie odkryliśmy.
A jak przechodzić przez taką ulicę? Zamykasz oczy – i biegniesz! Albańczycy to bardzo sympatyczni ludzie o ogromnej dozie wzajemnego zaufania.
Co do sympatyczności – doświadczyliśmy jej na własnej skórze. Kierowani głodem chcieliśmy zaparkować przy głównej ulicy. Okazało się, że jak w większości krajów bałkańskich, aby twój postój był legalny musisz wysłać magicznego smsa, którego wysyłka z polskiego numeru jest oczywiście niemożliwa. A ciśnienie głodnych skacze szybciej. Podszedł do nas przypadkowy Pan z propozycją pomocy. Na wypadek gdyby wyjaśnienie werbalne było niewystarczające, Pan wsiadł do samochodu i pokierował nas osobiście na parking, który „its friii”! Friii okazała się pierwsza godzina, ale jego życzliwość tak nas ujęła, że podarowaliśmy mu dwa ostatnie, polskie piwka. Nie powiem, jakiej firmy, bo nikt mi za to nie zapłacił.
To były Żywce.

Z Tirany pognaliśmy do Wlory, gdzie mieliśmy spędzić dwa pełne dni, celebrując naszą pierwszą rocznicę ślubu. Po zwiedzeniu stolicy nie spodziewałam się wiele. Chcieliśmy chwilę odsapnąć.
I tak jak przeczuwałam – po przyjeździe oblecieliśmy miasto dość szybko. Fajnie, ale bez szału.
To, co jednak staje się z tym miastem wieczorem, jest prawdziwą magią!
W ciągu dnia średnia wieku na ulicy przekracza 70tkę, jest niemiłosiernie gorąco, a w ustach czuć piasek. Po godzinie 19tej na ulice wypływają ludzie, wszędzie gra muzyka, wszechobecna jest radość, a całe miasto nabiera przepięknych kolorów.
Kolejną niespodzianką była możliwość rejsu „Czarną Perłą” na pobliską wyspę oraz kolejną, na której jeszcze nie tak dawno, działała ogromna baza wojskowa.
Wlora to jedno z miast, które ogromnie mnie zaskoczyło. Z żalem je opuszczałam.

Што една будала ќе заплетка, илада мудреци не можат да отплеткат.
/Co jeden szaleniec zaplącze i tysiąc mądrych nie odplącze./

Żal szybko minął gdyż Macedonia powitała nas prawdziwymi fajerwerkami. Ochryda usytuowana jest nad jeziorem, którego wody określa się, jako „muzeum żywych skamielin”. Miasto i Jezioro Ochrydzkie figurują na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Miasto zamieszkane jest ponoć od 7 tysięcy lat, a akwen należy do najstarszych na świecie. W jego wodach żyją m.in. Plashice, z których wyrabiane są tzw. ochrydzkie perły. Legenda głosi, że na początku XX wieku pewien wędrowiec, w podzięce za gościnę zdradził rodzinie Talevi sposób ich wytwarzania. Podzielili się oni swoją wiedzą tylko z jedną rodziną - Filevi. Od tego czasu sekret jest pilnie strzeżony i nie zna go nikt inny.

Z najładniejszego miasta Macedonii pojechaliśmy do stolicy. Przez dużą różnorodność architektury i sztuki ulicznej, zdania na temat Skopje są mocno podzielone. Czy całość jest kiczowata, czy wyjątkowa? Kimże jestem, żeby to rozstrzygać? Jedno jest jednak pewne – w stolicy Macedonii na pewno nie będziecie się nudzić!

Skopje były ostatnim miastem na mapie naszej podróży. Ostatni dzień spędziliśmy w samochodzie, wracając do domu. Droga z Macedonii, przez Serbię, Węgry, Słowację i Czechy zajęła nam około 15 godzin.

Nasza bałkańska koronka to nie tylko architektura czy krajobrazy, ale również niezwykłe doświadczenie kulinarne. W każdym mieście testowaliśmy lokalną kuchnię. Próbowaliśmy burka, baklawę, cevapi, pljeskavicę, sarmę, kebapa, ajvaru, różnych owoców morza i wiele innych, aż po zupę z owczych głów! A wszystko to okrasiliśmy rakiją. Kuchnia bałkańska jest tak aromatyczna, że moje kubki smakowe długo będą za nią tęsknić.

Bez wątpienia Bałkany stały największą przygodą mojego życia.
Tego lata okazało się też, że kocham męża jeszcze bardziej niż mogło mi się kiedykolwiek wydawać. 

„Aby odkryć, jakie zmiany zaszły w Tobie, najlepiej wróć do miejsca, które jest takie jak kiedyś.”  Nelson Mandela

Piszę to wszystko z nadzieją, że kogoś z Was zainspiruję do odwiedzenia tej niesamowitej krainy. Jeśli nie możecie sobie pozwolić na objazdówkę kilku państw bałkańskich, wybierzcie, choć jeden z tych krajów. Nie pożałujecie.
Z tego miejsca chciałabym też mocno polecić Wam literaturę bloga „Bałkany według Rudej” Olki i Marka Chabrosów, którzy znają te tereny jak własną kieszeń. To właśnie „rudy przewodnik” wydany przez wydawnictwo Pascal, prowadził nas każdego dnia przez nowe miasta. Z serducha dziękujemy za wszystkie wspaniałe wskazówki! ❤️ A wszystkim zainspirowanym doradzamy zakup Praktycznego Przewodnika po Bałkanach autorstwa Aleksandry Zagórskiej- Chabros. Jeśli ja Was nie przekonałam, to po jej tekstach zaczniecie się pakować.

Słowo na zakończenie.
Bałkany to prawdziwa kraina cudów. Region, w którym jeszcze nie tak dawno toczyła się wojna, z uniesioną głową podniósł się z popiołów i kusi niedocenionymi krajobrazami, aromatycznymi potrawami i absolutnie czarująca kulturą. Półwysep Bałkański jest pełna życzliwych ludzi, żywych barw i niesamowitych doświadczeń.  Już zawsze będę chciała tam wracać.

 

Sabina Pyter
Author: Sabina PyterWebsite: www.instagram.com/sabina.pyter/
Redaktor Naczelna Działu Wnętrza
Z wykształcenia jestem architektem, z miłości wnętrzarzem, a szczęściarą – z woli męża. Zawodowo zajmuję się projektowaniem wnętrz. Robię to, co kocham i uwielbiam o tym mówić! A mówię dość dużo (naturalnie - wbrew woli męża). Czasem, lubię też sobie podumać. Co było pierwsze, wnętrze czy kura? Człowiek od zarania dziejów doskonali swoje otoczenie. To szalenie istotne, aby było Wam na co dzień wygodnie, funkcjonalnie i przytulnie! Bo wolność pochodzi z wnętrza. I o tym właśnie postanowiłam pisać.
Artykuły Autora: