Druga część przygód Matki Godzilli

 
Dawno temu usłyszałam historie o kamieniach- pewnie też ją znacie. Najpierw ułóż w naczyniu największe kamienie, potem mniejsze, a na końcu uzupełnij piaskiem. To taka rada jak poukładać sobie ważne sprawy w życiu, obowiązki, codzienność.
 
Codzienność matki dwójki dzieci wygląda mniej więcej tak: od rana ogarniam moje skarby i nasz dom, po południu jest obiad dla męża, a wieczorem, gdy bobaski słodko śpią jest czas dla mnie.
Biegam albo wybieram kółka - 2 rowerowe lub 8 rolkowych.
Jednak zawsze najtrudniejszym momentem jest ubranie się i wyjście z domu.
Wyniki nie są dla mnie najważniejsze - najważniejsza jest przyjemność z tego, że się ruszam.
Jest też inna sprawa- skoro codziennie mam obowiązki, codziennie muszę też dostać "cukierka"- taką nagrodę i dla mnie jest to czas na aktywność fizyczną.
 
W życiu ważna jest równowaga. 
Kiedy jest równowaga czuję się dobrze sama ze sobą i wtedy jestem szczęśliwa.
Kiedy jestem szczęśliwa świat jest piękniejszy.
Kiedy świat jest piękniejszy to i ja chcę być lepszą wersją siebie w tym świecie.
 
Zadowolona ( i zmęczona), w piżamie z książką w łóżku żegnam dzień (oczywiście wstanę z niego jeszcze z 5 razy w nocy).
 
Dzieci codziennie się zmieniają, coś odkrywają, poznają, uczą się. Raz nabiją sobie guza, raz nowe doświadczenie. Obserwowanie i towarzyszenie im w tej drodze jest ekscytujące, czasem trudne, bywa też frustrujące. 
Każde dziecko jest inne, każde pisze swoim życiem inną historię choć mieszkają pod jednym dachem i mają tych samych rodziców.
 
Byliśmy (i nadal jesteśmy) zafascynowani naszą dwójką. Postanowiliśmy, że chcemy mieć kolejne dziecko i tak pewnego grudniowego dnia podczas wieczornego treningu poczułam, że coś się zmieniło. Byłam trochę bardziej zmęczona choć przebiegłam mniej kilometrów i w wolniejszym tempie. Tym razem nie potrzebowałam testu by wiedzieć, że pod moim sercem rośnie malutka istotka.
 
Pierwsze 3 miesiące truchtałam.
Kolejne 3 miesiące frustrowałam się, że nie mam siły truchtać.
Ostatnie 3 miesiące przechodziłam. 3-4 km dziennie to nie jakiś wyczyn ale taki codzienny spacer poprawiał mi humor i samopoczucie.
 
Jedynym drobiazgiem, który psuł mi nastój w tamtym czasie była myśl o porodzie, a konkretnie o kolejnym nacięciu krocza. Przechodziłam to już dwukrotnie i naprawdę nie miałam ochoty na kolejną powtórkę (szwy, ból, bliznę) więc rozbiłam świnkę skarbonkę i kupiłam balon ( dla zainteresowanych- balon dopochwowy). Cóż ćwiczenia z nim nie były przyjemnością ale poród (tym razem) już tak.
 
Urodziłam w poniedziałek, a w sobotę poszłam potruchtać.
 
Dziś jestem mamą trójki dzieci.
Aby było zgodnie z prawdą muszę napisać, że jestem szczęśliwą i dumną mamą.
Pracy jest sporo, radości o wiele więcej, miłością oddychamy, czasem wszyscy wyjemy (każdy z innego powodu) ale nie oddałabym tego za nic na świecie.