Knitting is the new yoga – wywiad z Tetianą Sokolową

O rękodziele, kawie i marzeniach rozmawiałam z Tetianą Sokolową, organizatorką warsztatów szydełkowania, w prowadzonej przez nią oraz jej męża kawiarni Knitted Coffee, mieszczącej się przy ul. Starowiślnej 38 w Krakowie.

Bardzo tutaj przytulnie. Wystrój wnętrza to Twoja zasługa?

– Tak. Starałam się, aby to miejsce było klimatyczne, ciepłe i przyjazne, a przy tym nawiązywało do najważniejszych elementów tej kawiarni.

Czyli kawy i robótek ręcznych?

– Dokładnie. Szydełkowe dekoracje zostały zrobione przeze mnie, a wiszące na ścianach zdjęcia pochodzą z odbywających się tutaj warsztatów. Kawa jest zasługą mojego męża, Tarasa.

foto. Knitted Coffee

Często podkreślasz, że szydełkowanie to Twoja pasja, którą postanowiłaś dzielić się z innymi. Skąd ona się wzięła?

– Moja miłość do robótek ręcznych rozpoczęła się już w dzieciństwie. Mieszkaliśmy wtedy na Krymie i raz do roku przyjeżdżała do nas z Mołdawii babcia. Siedziała przed telewizorem i robiła mi na drutach ubrania – swetry, spódniczki, sukienki. Chodziłam w nich przez cały rok, a przy następnej wizycie pruła te, które były już za małe i przerabiała je na o rozmiar większe. Siedziałam z boku i przyglądałam się jej zafascynowana.

Można więc powiedzieć, że pasję zawdzięczasz babci.

– Ona pokazała mi podstawy robienia na drutach. Spodobało mi się to i chciałam się uczyć bardziej zaawansowanych ściegów. Późnej, kiedy byłam starsza, zaczęłam robić na szydełku i szyć. Przez wiele lat szyłam sobie całą garderobę, kupowałam tylko buty i torebki.

To bardzo czasochłonne zajęcie.

– Tak, ale nie miałam większego wyboru. Na Krymie nie ma tylu sklepów odzieżowych co w Polsce, czy innych krajach europejskich. O sieciówkach oferujących szeroki wybór krojów i fasonów można tylko pomarzyć. Ja zawsze byłam wysoka i bardzo szczupła i ciężko było mi znaleźć ubrania, które dobrze by na mnie leżały. Poza tym uwielbiałam szyć!

foto. Knitted Coffee

Tak bardzo, że postanowiłaś rzucić pracę?

– Tak. Po studiach, przez kilka lat pracowałam jako księgowa. Mimo że dobrze zarabiałam, to zajęcie było dla mnie męczące i bardzo stresujące. Nie spełniałam się w tym, czekałam tylko, aż będę mogła wrócić do domu i usiąść przy maszynie do szycia lub drutach.

Ale krawcową mogłaś być również na Krymie. Dlaczego więc postanowiłaś przyjechać do Polski?

– Przez jakiś czas szyłam ubrania na zamówienie, głównie dla znajomych. Jednak dekoracje czy dodatki robione na szydełku, na Krymie nie mają rynku zbytu. Koleżanki widząc moje robótki, mówiły „Tetiana, ty się tutaj marnujesz! Musisz wyjechać gdzieś, gdzie ludzie docenią Twój talent”. Nie zdecydowałabym się na to jednak, gdyby nie mój mąż.

On też chciał wyjechać?

– Tak, znacznie bardziej niż ja. Podczas studiów kilka razy był na wymianach studenckich i od tamtego czasu marzył, żeby zamieszkać w innym kraju, np. w Niemczech. Na początek wybraliśmy jednak Polskę.

foto. Knitted Coffee

Byliście tu wcześniej, mieliście jakieś znajomości?

– Nie.

Wyjazd w nieznane, z miejsca, w którym spędziło się całe życie, to ryzykowne posunięcie. Nie baliście się, że coś może się nie udać?

– Mieliśmy różne obawy – że nie podołamy licznym formalnościom związanym z założeniem firmy, że nie wystarczy nam pieniędzy. Na Krymie nie mieliśmy nikogo, kto w przypadku niepowodzenia mógłby nas wesprzeć finansowo. Ale z drugiej strony jesteśmy optymistami. Wierzyliśmy, że ciężką pracą, powoli uda nam się osiągnąć cel.

Bez znajomości języka?

– Kiedy tu przyjeżdżaliśmy, nie umieliśmy powiedzieć po polsku zupełnie nic. Z tego względu musieliśmy skorzystać ze wsparcia firmy, pomagającej obcokrajowcom otworzyć własną działalność gospodarczą. Później zapisaliśmy nie na kurs językowy, a zdobyte umiejętności szlifowaliśmy, rozmawiając z mieszkającymi tu ludźmi. Mieliśmy to szczęście, że od samego początku wszyscy byli dla nas bardzo życzliwi.

Postawiliście na sprawdzony, lecz jednocześnie bardzo popularny biznes. W Krakowie kawiarnie można znaleźć niemal na każdym rogu. Wiedzieliście, jak dużą konkurencję będziecie mieli?

– Wiedzieliśmy, że różnorodnych lokali jest tutaj bardzo dużo, ale nasz miał się wyróżniać naprawdę dobrą kawą. Taras jest jej pasjonatem i specjalistą w tej dziedzinie. Posiada wiele międzynarodowych certyfikatów i ludzie doceniają smak jego kawy. Zresztą zaczynaliśmy bardzo skromnie.

foto. Knitted Coffee

To znaczy?

– Wynajęliśmy maleńkie mieszkanko, które miało niewiele ponad 20 m2, a kawę sprzedawaliśmy z samochodu, którego bagażnik zaaranżowaliśmy na niewielkie stanowisko baristyczne. Później zamieniliśmy go na mały kiosk. Obecnie, po czterech latach, można nas znaleźć w trzech lokalizacjach w centrum Krakowa.

O kawie wiemy już dużo. A gdzie podziało się szydełkowanie?

– Było ze mną przez cały ten czas, lecz raczej jako pasja i sposób na relaks. Czasem robiłam coś na zamówienie. Na pomysł prowadzenia warsztatów wpadłam przez przypadek i pewne nieoczekiwane spotkanie.

Brzmi intrygująco!

– Na krótko po przyjeździe do Krakowa wzięłam udział w charytatywnej akcji, podczas której robiliśmy na szydełku przytulanki dla dzieci z domu dziecka. Wtedy jeszcze bardzo słabo mówiłam po polsku i okazało się, że zupełnie nie rozumiałam instrukcji. Słupki, półsłupki, łańcuszki – nie miałam pojęcia, co to znaczy. Na szczęście organizator był wyrozumiały i pokazał mi, jak należy je zrobić. Tam poznałam dziewczynę, która nie miała żadnego doświadczenia z robótkami ręcznymi i kiepsko sobie radziła. Trochę jej pomogłam, a jakiś czas później ona skontaktowała się ze mną i zapytała, czy nie chciałabym nauczyć ją szydełkowania.

foto. Knitted Coffee

Zgodziłaś się?

– Tak, przez kilka miesięcy przychodziłam i uczyłam dziergać ją i jej siostrę. Zrobiłyśmy piękny dywanik do pokoju dziecięcego, girlandę do powieszenia na ścianie, kilka koszyczków, podkładki pod kubki i inne dekoracje.

Wtedy postanowiłaś organizować szkolenia dla większej grupy osób?

– To był moment, w którym zdałam sobie sprawę, że ludzie są zainteresowani nie tylko produktami, które tworzę, ale również samym procesem i chętnie by się tego nauczyli. Pomyślałam, że zrobię jedne, próbne warsztaty. Okazało się, że cieszą się dużym zainteresowaniem i na kolejne zgłaszało się coraz więcej osób. Wiele z nich przychodziło po kilka razy, przyprowadzając nowe osoby.

Wydawać by się mogło, że robótki ręczne są zajęciem zarezerwowanym dla starszych pań, Ty jednak udowodniłaś, że mogą stać się modne i popularne.

– Wielokrotnie zdarza się, że uczestniczki moich warsztatów spotykają się ze zdziwieniem, a nawet niedowierzaniem, gdy mówią, że uczą się szydełkować. Jednak kiedy pokazują swoje prace, te same osoby, które najpierw wątpiły, stają się pełne uznania.

foto. Knitted Coffee

Co przyciąga ludzi na Twoje warsztaty?

– Myślę, że przede wszystkim ciekawość. Rękodzieło staje się coraz popularniejsze, jednak szydełkowanie wciąż wydaje się nieco tajemnicze. Przychodzą, bo chcą się przekonać, co tak naprawdę będzie się tutaj działo. A kiedy już spróbują i opanują podstawy, zdają sobie sprawę, że to może być bardzo wyciszające i relaksujące zajęcie.

Taka nowa joga?

–Dokładnie! Wszyscy żyjemy w bardzo szybkim tempie i czasem po prostu potrzebujemy odpoczynku, chwili na poukładanie myśli, złapanie oddechu. Wiele osób przychodzi do nas regularnie, właśnie po to, by przy dobrej kawie, z szydełkiem w ręku i do tego w miłym towarzystwie naładować się pozytywną energią. Stąd nasze hasło „Knitting is the new yoga”.

Na zdjęciach widzę głównie kobiety. Czy pojawiają się również mężczyźni?

– Szydełkowanie to zajęcie zdominowane przez panie. Mężczyźni są w mniejszości, niemniej zdarzają się. Jeden pan przyjeżdżał nawet kilka razy na warsztaty do Krakowa i Katowic, mimo że pochodził z daleka. Co zabawne, zawsze pojawiał się z żoną, która zupełnie nie potrafiła szydełkować, siedziała na dole i czekała na niego pijąc kawę. Bardzo pozytywne, choć nieco nietypowe małżeństwo.

foto. Knitted Coffee

Mówisz, że Twoje zajęcia są odpowiednie dla każdego, bez względu na stopień zaawansowania. Czy poradzi sobie na nich nawet osoba, która nigdy nie trzymała szydełka w ręku?

– Tak. Przychodzą zarówno osoby, które mają już doświadczenie w robótkach ręcznych, jak i te, dla których są one całkowitą nowością. Oczywiście jednym idzie lepiej, inni potrzebują większej ilości wskazówek, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby komuś się nie udało.

Jakie projekty realizujecie na warsztatach?

– Podstawki pod kubki, dekoracyjne koszyczki, różnorodne torebki, ozdoby do mieszkania. Zależy mi na tym, żeby to były rzeczy użytkowe, które będzie można wykorzystywać na co dzień lub dać komuś w prezencie. Stawiam również na bardzo dobre jakościowo materiały. Używamy tylko ekologicznych, w 100% pochodzących z recyklingu sznurków. Dzięki temu wiem, że zrobione na zajęciach rzeczy będą długo służyły właścicielom.

Zajęcia cieszą się tak dużym zainteresowaniem, że prowadzisz je w wielu miastach.

– Tak, na początku odbywały się tylko tutaj, w Knitted Coffee, obecnie prowadzę weekendowe warsztaty wyjazdowe niemal w całej Polsce. W okresie wakacji organizuję też bezpłatne zajęcia w krakowskich parkach.

Wydajesz również książki.

– To raczej nie książki, a gotowe zestawy, zawierające bogato ilustrowaną instrukcję, jak wykonać dany projekt oraz niezbędne do niego włóczki i szydełka. Na razie pojawiły się dwa rodzaje, umożliwiające samodzielne zrobienie koszyków, ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie ich więcej.

Czy poza warsztatami tworzysz coś dla siebie?

– Bardzo bym chciała, niestety mam na to coraz mniej czasu. Ale jest promyk nadziei – moja córka w najbliższych dniach zacznie chodzić do przedszkola, więc może uda mi się znaleźć chociaż kilka wolnych chwil w ciągu dnia.

Masz jakiś projekt, który wspominasz z największym sentymentem?

– Tak! Czerwoną kamizelkę, którą zrobiłam Tarasowi na początku naszej znajomości. Na pierwszej randce powiedział mi, że zawsze chciał taką mieć, postanowiłam więc wręczyć mu ją pod choinkę. Wiele razy musiałam ją pruć i poprawiać, żeby pasowała idealnie, ale udało się. Może nie jest to jakiś wyszukany projekt, lecz bardzo miło go wspominam.

Nosił ją?

– Nosi do dziś!

foto. Knitted Coffee

A jest jakiś projekt, o którego wykonaniu marzysz?

– Marzą mi się piękne, zrobione na szydełku firanki. Ale czas na zrobienie ich znajdę pewnie dopiero na emeryturze.

W ciągu ostatnich 4 lat przeprowadziłaś się do innego kraju, nauczyłaś polskiego, otworzyłaś kawiarnię, wydałaś dwie książki – instrukcje, prowadzisz warsztaty szydełkowania. Co będzie następne?

– Chciałabym ciągle się rozwijać. Poszerzyć ofertę warsztatów, wprowadzić nowe wzory, wykorzystywać więcej materiałów. W planie są również kolejne zestawy do samodzielnego szydełkowania, a w przyszłości może kanał na YouTube, żeby do moich porad miały dostęp również osoby, które nie mogą przyjechać na warsztaty stacjonarne.

Wyobrażasz sobie jeszcze życie bez rękodzieła?

– Nie. Zdarzają się momenty, w których mam ochotę rzucić to wszystko, zatrudnić się na etacie, mieć pewną pensję, stałe godziny pracy i wolne weekendy. Jednak zawsze dochodzę do wniosku, że tylko takie życie daje mi szczęście.

Dziękuję za rozmowę!

foto. Knitted Coffee

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

w-Centrum