Style Barbara Szymaniuk

Praca z pasją i z pasji. Ze stylistką Barbarą Szymaniuk, rozmawia Maria Dolczewska

Plastyczka, dekoratorka wnętrz, a w ostatnich latach stylistka. Teraz Barbara Szymaniuk jest zapraszana do współpracy przy projektach metamorfoz, do sesji fotograficznych, czy też warsztatów stylistycznych. Zapytałam ją o drogę, którą przeszła, zanim osiągnęła to, że jako STYLE Barbara Szymaniuk jest angażowana do tak wielu działań. Okazało się, że jej życiorys zawodowy jest przykładem na to, że warto wytrwale dążyć do celu i choć małymi kroczkami iść swoją drogą. Wszyscy wiemy, że czasem marzenia i plany trzeba odłożyć na jakiś czas, bo życie pisze inny scenariusz. Jednak zawsze trzeba o nich pamiętać, bo może za chwilę przyjdzie dobry moment na ich realizację.

Basia swoją pracę zawodową zaczynała w latach 80 XX wieku, jako instruktorka plastyki i dekoratorka.

Jak to się stało, że zostałaś stylistką?

Były to bardzo odległe czasy, początki lat 90 poprzedniego wieku w nieistniejącej już niestety „Modzie Polskiej”. W zielonogórskim salonie tej firmy, jako dekorator tworzyłam pierwsze moje stylizacje – na manekinach. Tam się właśnie rozpoczęła moja przygoda ze stylizacją. Doradzałam klientkom jako dekorator, bo zawodu stylistki jeszcze w latach 90 u nas nie było. Bardzo lubiłam tę pracę. Panie podglądały jak stylizowałam garderobę na manekinach i prosiły o poradę dla siebie. Stąd też wziął się u mnie pomysł na pierwsze Personal Shopping – zakupy ze stylistką.

I tak już przy tym zostałaś?

Nie do końca, ale można by powiedzieć, że wypuściłam się na szerokie wody. Otworzyłam swoją firmę dekoratorsko stylizacyjną. Realizowałam zlecenia plastyczne i spotkania stylizacyjne dla pań.

Miałam też ciekawe zlecenia scenograficzne: w teatrze w Jeleniej Górze, w zielonogórskim amfiteatrze przy Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym i wiele innych. Jednak największą satysfakcję i radość sprawiały mi indywidualne spotkania stylizacyjne z klientami.

Potem nastał czas wychowania dzieci i musiałam zrezygnować z pracy dekoratorskiej, która łączyła się z dłuższymi wyjazdami. Związałam się z salonami odzieżowymi w galeriach handlowych. I tak minęło kilka lat. Nabierałam tam doświadczenia w stylizowaniu już nie tylko manekinów, ale klientek.

Był to mój czas na dokształcenie się w zakresie warsztatu stylizacyjnego: analizy figury i typów kolorystycznych urody. A na co dzień w przymierzalni mogłam teorię przekładać na działania praktyczne w stylizacji klientek. Ale to mi nie wystarczało. Ciągle szukałam pomysłu na prezentację garderoby w innej formie, niż tylko na manekinach. Chciałam też wyjść z przymierzalni, marzyła mi się prawdziwa sesja z fotografem, modelkami, wizażystką i fryzjerem. W końcu mi się to udało! Zaprosiłam do współpracy cała ekipę studyjną – pierwsze sesje sprawiły mi wiele radości, a firmie dodatkowych klientek. Ty byłaś jedną z pierwszych modelek na tego typu sesjach.

Ooo nie wiedziałam – dla mnie to była taka trochę zabawa, relaks po bożonarodzeniowej krzątaninie. Na sesję poszłam przede wszystkim z ciekawości. Pamiętam, że włożyłam moje ulubione wygodne i ciepłe polarowe ubrania, w tym spódniczkę typu worek. Gdy zaproponowałaś mi zupełnie inne zestawy odzieży, różnica w wyglądzie była ogromna.

Tak to była moja pierwszą sesja z metamorfozą.

Moja też. Co dalej działo się w Twojej pracy zawodowej?

Ta akcja zaowocowała kolejnymi podobnymi działaniami. Świat magii stylizacji i fotografii mnie porwał, ale muszę przyznać, że trochę utknęłam w tym sklepie, trochę zasiedziałam a moja pasja zbladła i efekty pracy razem z nią. Moje córki wyrosły i kiedy stały się samodzielne, postanowiłam zacząć realizować swoją pasję na cały etat. Za decyzją poszły czyny – trzeba było wyjść z miejsca komfortu, poczucia bezpieczeństwa i trochę ryzykować. Do odważnych świat należy! Teraz pracuję w KDFashion z zaprzyjaźnioną fotografką Kingą Dziwotą. Wcześniej współpracowałyśmy przy niektórych sesjach. Poznałyśmy się na plenerze fotograficznym w Warszawie. Dopiero po chwili wspólnej pracy uświadomiłyśmy sobie, że przyjechałyśmy na to wydarzenie z tego samego miasta.

Nad czym wtedy razem pracowałyście?

To była szalona sesja w Ogrodzie Botanicznym. W domu przygotowałam stroje dla modelek. W materiał wszyłam rośliny z ogrodu. Uwielbiam takie niezwykłe połączenia. Wyszło coś niesamowitego. Zresztą można to zobaczyć na zdjęciach Kingi Dziwoty.

Co dało Ci wyjście ze swojej strefy komfortu ?

Wolność i swobodę w realizacji własnych projektów oraz rozwój kreatywności nieograniczony czasem i miejscem. Na co dzień w firmie zajmujemy się również organizacją sesji oraz szkoleniem w stylizacji i fotografii młodego pokolenia.

Niesamowita historia, może na koniec powiedz mi, czym jest dla Ciebie stylizacja, dla której w sumie to rozstałaś się zawodowo z plastyką i dekoracją. Co jest w tej pracy najważniejsze?

Moją wiedzą chciałabym pomóc klientom w odkrywaniu ich wewnętrznego piękna. Na każdym spotkaniu, chyba do znudzenia powtarzam zdanie, które umieściłam też na swoim funpagu: „Piękno jest w Tobie!

Twoje rozumienie stylizacji wykracza poza ramy „dobrze się ubrać”, jest czymś więcej, dlatego myślę, że może to być temat na kolejną rozmowę.


Podziel się tym artykułem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error

Dołącz do Nas!

w- centrum