Zaakceptować siebie w zmianie

Co łatwiej Ci zaakceptować – zmiany w życiu, czy siebie w zmianie?

Zmiany w życiu

Zmiany w życiu, to karuzela wydarzeń, sukcesów i porażek, radości, smutków i problemów – nowa praca, zmiana miejsca zamieszkania, wejście w związek, narodziny dziecka, rozstanie, utrata pracy, strata bliskiej osoby, choroba, zmiana statusu finansowego, zmiana ustalonego rytmu dnia, przyzwyczajeń i nawyków, wizerunku itd.

Niektóre zmiany inicjujesz i kreujesz. One zazwyczaj są ożywcze. Przypuszczam, że niektóre pojawiają się jednak w Twoim życiu jakby przemocą, naruszają ustalony ład i poczucie bezpieczeństwa. Skupiasz się na tym, co na zewnątrz, bo przecież trzeba podjąć jakieś działania, wykorzystać szansę lub zaradzić problemom, zareagować, coś zrobić, załatwić, no i nie można stać z rozłożonymi rękami (choć to też jest jakiś sposób – bierność też jest reakcją) – ogarniasz rzeczywistość. Jakoś akceptujemy ten stan rzeczy, bo, jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało, takie życie, prawda?

Dwie siły

Można powiedzieć, że zmiana, to siła, która ma dwa wektory: jeden skierowany na zewnątrz (to wszystkie działania, jakie podejmujemy przechodząc przez zmianę), drugi – do wewnątrz (to świat naszych przeżyć, emocji i myśli, które rodzą się w doświadczeniu zmiany).

Skupmy się na tym, co w środku, bo z mojego doświadczenia wynika – nie wiem, jakie jest Twoje – że emocje to zasób, którego raczej się obawiamy i dlatego z trudem dopuszczamy do świadomości.

Ja w zmianie

Zrób krótkie ćwiczenie:

Pomyśl o zmianie, przez którą teraz przechodzisz. Jakie myśli przychodzą Ci teraz do głowy? Co masz do zrobienia? Co czujesz? Zapisz to wszystko. Przyda się za chwilę.

Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?

Jesteś przedmiotem czy podmiotem zmiany?

Wiesz, że masz na to wpływ?

Dostrzeżenie, że „to ja jestem tym, który decyduje” i „to ja określam wartość, jaką mają dla mnie moje doświadczenia”, jest zarazem ożywcze i przerażające.[1] Ożywcze, bo okazuje się, że mogę podjąć decyzję i mam wpływ, na to, co się ze mną dzieje. Przerażające, bo okazuje się, że dużo ode mnie zależy i ponoszę odpowiedzialność za swoje decyzje.

Bycie podmiotem zakłada, że mogę wybrać, jak zareaguję, nie jestem skazana/skazany tylko na skutki biegu wydarzeń. Podmiot jest obdarzony wolną wolą, przedmiot jej nie ma.

Podmiot czuje, myśli, decyduje. Jesteśmy z natury emocjonalni, a często, nie potrafimy ich wszystkich przyjąć i zaakceptować. Segregujemy je na lepsze i gorsze, pozytywne i negatywne, oceniamy emocje i siebie, za to, że się pojawiają, za ich przeżywanie, a nierzadko boimy się, że nami zawładną. Co by to miało oznaczać? Carl Rogers, psycholog i terapeuta, przedstawiciel podejścia zakładającego pozytywny potencjał każdego człowieka twierdzi, że kiedy człowiek zaczyna żyć blisko swoich uczuć, akceptować je same oraz ich złożoność, to one funkcjonują z nim w konstruktywnej harmonii.[2] Kiedy jednak zaprzecza się istnieniu i odczuwaniu różnych emocji, wtedy paradoksalnie przejmują one nad nami kontrolę.

Wróćmy do naszego krótkiego ćwiczenia.

Jakie uczucia towarzyszą Ci, kiedy myślisz o tej zmianie? Czy pojawiły się jakieś myśli, które odrzuciłaś/odrzuciłeś, bo tak nie wypada, to „złe” emocje, w takiej sytuacji nie powinnaś/nie powinieneś tego czuć? Pojawiły się jakieś sprzeczności? Na przykład radość i strach? Albo smutek i ulga?

Emocje nie są złe ani dobre. Po prostu są. To nasze wewnętrzne bogactwo. Mówią nam o tym, co znaczy dla nas dana sytuacja. Czasami mówią więcej niż jesteśmy gotowe/gotowi przyjąć.

Emocji nie można oceniać. Oceniać można decyzje i zachowania.

Dopuszczasz do siebie sprzeczności? Akceptujesz, że tak po prostu masz? A może masz poczucie, że to niespójne? Otóż, spójność nie oznacza, że jesteśmy jednorodni, oznacza raczej integrację różnorodności. Nasza rzeczywistość jest zmienna i wielowymiarowa, więc nie formatujmy się na siłę do niezmiennego i jednowymiarowego (uproszczonego) układu cech.


[1] Carl R. Rogers, O stawaniu się osobą

[2] C. Rogers, op. cit.

Proces, nie produkt

Zmieniamy się. Każdy w swoim tempie i każdy na tyle, na ile ma otwartość i gotowość. Każdy ma swój czas na rozwój. Nie da się tego na siłę przyspieszyć.

Nikt nie jest skończoną całością. Nie jest produktem o określonych, stałych parametrach. Jesteśmy raczej procesem „stawania się”. Przyjęcie takiej prawdy o sobie wymaga odwagi. Zakłada zgodę na to, że czegoś nie wiemy, szukamy, popełniamy błędy, uczymy się. I że sami się zmieniamy. Odkrywamy nowe wymiary siebie, zmieniamy sposób zachowania, reakcji. I mam do tego prawo. To z kolei może rezonować w naszym środowisku i wśród naszych bliskich. Niezależnie od tego, czy spotka się z akceptacją, czy nie, stawia ich w relacji do – do czegoś dla nich nowego. Coś muszą z tym zrobić. I tak uruchamia się cykl zmian. Nikt nie jest samotną wyspą – pisał Thomas Merton. Jesteśmy relacyjne/relacyjni. Stajemy się w relacji do –do siebie i do innych.

Pewnym paradoksem jest, że to stabilizacja daje nam zazwyczaj poczucie bezpieczeństwa, a nasze życie jest wpisane w proces zmian i „stawania się”.

Przywołany już przeze mnie wcześniej Rogers tak opisuje obserwowany u swoich klientów proces stawania się sobą:

[…] zdają się podążać ku bardziej otwartemu byciu procesem, płynnością, zmianą. Nie wzburza ich, że nie pozostają niezmiennie tacy sami, że nie zawsze żywią wobec danej osoby lub doświadczenia te same uczucia, że nie zawsze są spójni. […] Desperackie dążenie do osiągnięcia „finalizacji” czy „stanów końcowych” zdaje się u nich zanikać. […] Być tym, kim się jest oznacza bycie w pełni procesem[1].


[1] tamże

Na zakończenie

Bardzo inspiruje mnie koncepcja Carla Rogersa o stawaniu się (o)sobą. Tak, pisze on o stawaniu się „osobą” – stajemy się nią w pełni, kiedy akceptujemy różnorodność naszych doświadczeń i przeżyć, dajemy sobie prawo do nadawani im znaczeń, uznajemy, że „możemy” nie „musimy”, podejmujemy decyzje zgodne z naszym systemem wartości i przyznajemy to samo prawo innym. Dla mnie osobiście to bardzo uwalniające, że mogę być procesem, nie muszę na siłę wpisywać się żaden układ cech, mogę czerpać z różnorodności doświadczeń, wzrastać i zmieniać się i że nie muszę dążyć do ściśle określonego modelu docelowego. Rogers nazywa to „byciem procesem rodzących się możliwości”. Piękne, prawda?

O Autorze:

Agata Brataniec – menedżerka z kilkunastoletnim doświadczeniem. Facylituje sesje strategiczne i projektowe. Prowadzi szkolenia menedżerskie i warsztaty rozwoju osobistego. Wierzy, że w każdym człowieku tkwi potencjał, który wystarczy tylko uwolnić. Wierzy też, że życie przynosi nam różne możliwości – trzeba z wytrwałością szukać lub tylko się na nie otworzyć. I zawsze warto być sobą i być prawdziwym. Niedawno uruchomiła przestrzeń rozwojową.

W-Centrum

Na portalu prezentujemy tematy związane z pasjami, sztuką, zawodami kreatywnymi, rękodziełem, ginącym rzemiosłem, ale także z obszaru social media i sektora NGO, wraz z jego uwarunkowaniami prawnymi, możliwościami jakie stwarza, oraz prezentacją ciekawych inicjatyw z tego obszaru. Zapraszamy do współpracy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

w-Centrum